Bogdan, który chce być Patrycją, niewolnicą i Sissy Maid

Fot. archiwum Patrycji
Co sprawia, że nieźle sytuowany, super inteligentny (Mensa, te sprawy), pracujący na uczelni, żonaty od ponad 20 lat mężczyzna przebiera się za kobietę i prosi, by mówić do niego Patrycja? A na dodatek robi za Sissy Maid i daje się dominować (czasem naprawdę ostro) kobietom? - Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a ja potrzebuję coraz więcej bodźców, choć tu nie zawsze o podniecenie seksualne chodzi – tłumaczy mi 50-letni Bogdan, to znaczy Patrycja.

Niektórzy powiedzą, że taki temat to „promowanie zboczeństw”. Inni zaczną utyskiwać, że za mało skupiliśmy się tutaj na „nietolerancji w Polsce”. Jeszcze kolejni - tu patrzę głównie na niektóre przedstawicielki płci pięknej - dowiedzą się, że modne w ostatnim czasie BDSM to nie tylko greyowski schemat: przystojni królewicze na białych koniach i w czarnych helikopterach, poświęcający w sypialniach wieeeele uwagi swoim wybrankom serca.

Znawcy „klimatu” mogą z kolei oburzyć się, że temat został potraktowany zbyt powierzchownie, bo przecież „jak rzecze Zaratustra” jest tak i tak. I jeszcze tak. Ewentualnie tak. Ale raczej nie tak, jak mówi Patrycja.

Cóż, to jest historia Bogdana/Patrycji. Jestem wdzięczny, że chciała ze mną porozmawiać (prosiła, bym zwracał się do niej jak do kobiety i z szacunku tak właśnie w rozmowie, a także tutaj w tekście robiłem). Gdyby nie moja dobra koleżanka Agnieszka, która zorganizowała spotkanie z Patrycją ( i pomogła mi ze zdjęciami), pewnie z całej rozmowy wyszłyby przysłowiowe nici.

Bycie kobietą jest naprawdę kosztowne...
- Gdzieś kiedyś było powiedziane, ze 99 procent facetów chce raz w życiu włożyć sukienkę, a 99 procent z tych 99 procent tego nie robi, bo się boi. Boi, że...im się spodoba i będzie problem – uśmiecha się Bogdan, z którym spotykam się w jednym z gdańskich pubów.

Bogdan jest przebrany za kobietę. Ale mój rozmówca nie mieszka w grodzie nad Motławą, żyje i pracuje w innym dużym mieście w Polsce. Do Gdańska przyjechał w odwiedziny. Również i po to, by ze mną porozmawiać.
Prezentuje się jak kobieta: kozaczki, spódnica, garsonka, do tego makijaż, peruka, biżuteria. - Tylko ta twarz psuje efekt – śmieje się. I szybko prosi, bym zwracał się do niej Patrycja, bo Bogdana teraz już nie ma. Rozmawia ze mną Patrycja. Bogdan pojawia się na przykład w pracy, czy w domu (o tym będzie jeszcze mowa).

- Bycie kobietą jest naprawdę kosztowne – mówi i widząc znak zapytania na mojej twarzy, tłumaczy. - No dobra, to policzmy. Biust jest sztuczny, taki jak dla kobiet po mastektomii.
Tu na prośbę Patrycji przerwa na mały test. - Można pomacać. Śmiało. Porządnie – zachęca.

Macam, sprawdzam, biust jak się patrzy. - 500 złotych – ocenia Patrycja. Koszt biustu, oczywiście.

Wyliczanka trwa w najlepsze. - Staniki do biustów, jeden nawet 150 złotych. Samonośne pończochy często mi się rwą, bo wiadomo, sprzątam na kolanach. Trzeba mieć też jakieś majteczki, bluzeczki, wszystko kosztuje.

No i jeszcze makijaż, podejrzewam – wtrącam naiwnie, myśląc, że garderobę mamy już za sobą.
- A to zaraz, do tego dojdziemy – uspokaja mnie Patrycja.I kontynuuje: - Mam jeszcze dwie sukienki dla pokojówki, szyte na miarę. Każda z nich po 300 złotych, a gdybym chciała sobie uszyć taką wiktoriańską, to pewnie z 500 by wyszło. Dalej, buty. Mamy już z 15 par: kozaczki, mały obcas, duży obcas. Takie fetyszowe, błyszczące na szpilce pod kolano. Płaszczyki, żakiecik, bluzeczki. Jeszcze peruki, to koszt powyżej 100 złotych – i to takich zdecydowanie tańszych. No i makijaż, lakiery do paznokci, malowanie paznokci, kosmetyki, używam tych nieco tańszych, na te lepsze po prostu bym już nie dała rady znaleźć pieniędzy.

Na kobiecie taka lista raczej wrażenia nie robi, na mnie, jak najbardziej. Primo, jestem facetem, którego narzeczona niemalże całkowicie zaanektowała szafę i gdybym miał wymieniać swoją garderobę... nie, lepiej nie iść w tę stronę. Secundo, jako człowiek, który w trakcie spisywania tej rozmowy, musiał sprawdzać, co oznacza na przykład „plisowana spódnica”, sporo się tutaj nauczyłem.

Ale nie tylko o fatałaszkach i kosmetykach jest nasza rozmowa.

****

Dlaczego dorosły mężczyzna przebiera się za kobietę i prosi, by mówić do niego Patrycja?
W wielu przypadkach o tym decydują pewnie jakieś wydarzenia w dzieciństwie. Nie wiem. Chodzę do psychoterapeuty. Dla niego Patrycja jawi się jak moja nastoletnia córka, z którą moja męskie ja nie wie co zrobić. To ona imprezuje, bawi się na granicy, a moja męska część ucieka od odpowiedzialności. Wiem jednak, że nie wyobrażam sobie życia bez Patrycji.
Ale co byś straciła wtedy?
Przyjemność.

Przyjemność?
Przyjemność. Rozróżnijmy jednak dwa podstawowe pojęcia w polskiej terminologii. Jest transwestyta fetyszowy, którego to podnieca. On raczej nie wychodzi przebrany za kobietę na ulicę. Jest i druga grupa. To transwestyci dwupostaciowi i myślę, że się do nich zaliczam. Ja lubię wyglądać jak kobieta, ale znajomi mówią mi, że w środku to jednak nie jest kobieta. Nie czuję się kobietą w męskim ciele.

Czyli chodzi „tylko” o zewnętrzną formę?
Tak. Uczę się chodzić „po kobiecemu”, uczę się jak wyglądać, jak kobieta. Jest mi z tym po prostu dobrze. Nie odczuwam wtedy podniecenia seksualnego. Dobrze się czuję, wyglądając jak kobieta. To wszystko było we mnie uśpione, teraz wybuchło. Może to przez hormony. Mój szef mówił, że jak facet powyżej 40-tki nie ma kochanki, to nie jest facetem. Może powyżej pewnego wieku każdemu facetowi jakoś odbija? Facet chce zrobić coś szalonego i się sprawdzić.

****

Rozpoczęłam regularną służbę i dostałam imię Patrycja
Patrycja przypomina sobie, że „takie” myśli miała już w podstawówce i że wtedy przebieranie się w kobiece stroje było dla niej czymś innym. - Wkładałam sukienkę, gdy nikogo nie było w domu. Działo się to mniej więcej raz na miesiąc. I wtedy to było dla mnie podniecające.
Już wiele lat później Patrycja, wtedy jeszcze jako Bogdan zaczęła odwiedzać komercyjne Dominy. Feminizacja, czyli robienie się na kobietę, było częścią takich sesji. Z czasem częstotliwość sesji zaczęła narastać. - Postanowiłam wejść w ten świat głębiej. Rozpoczęłam regularną służbę u mojej Pani. I wtedy stałam się Patrycją. To ona wybrała mi to imię i tak już zostało.

Kolejna bariera runęła, gdy Patrycja zaczęła pokazywać się publicznie. - U komercyjnej Dominy sesja oczywiście kosztuje. Stwierdziłam, że przebieranie i makijaż na sesji to strata czasu i będzie lepiej jak przyjadę gotowa, już jako kobieta.

Patrycja poszła na kurs makijażu. Manicure uczyła ją kosmetyczka, a techniki wizażu podglądała w trakcie internetowego kursu. - I co się okazało? Po pierwsze, że przebieranie przestaje mnie podniecać seksualnie, że po prostu dobrze się czuje jako kobieta. I po drugie: im częściej byłam Patrycją, tym częściej chciałam nią być.
Ludzie reagowali i reagują różnie. Niektórzy się śmieją. Ale co mi się akurat podoba, Patrycja nie wygłasza płomiennych tyrad o braku tolerancji w Polsce. - Jak chcą się śmiać, niech się śmieją. Oczywiście złośliwe wytykanie mi nie odpowiada, ale nauczyłam się już ignorować takie zachowania. Wiele osób, przede wszystkim kobiet, podchodzi do tego wręcz życzliwie, dużą pomoc dostałam i dostaję wciąż.

****

Masz żonę, czy ona wie o Patrycji?
Żona wie.

Jaka była jej reakcja? Jak to przyjęła?
Żona nie chce o tym rozmawiać. Może to wypiera. Ale w szafie wiszą już moje sukienki.. Zamierzam niedługo wprowadzić moje buty do domu. I chcę wrócić z pomalowanymi paznokciami u nóg. Resztę z wielkim bólem, na przykład makijaż, będę musiała zmyć.

Jak jej to powiedziałaś?
Regularnie biorę udział w pieszych maratonach i dwóm przyjaciółkom powiedziałam, że zrobię to w spódnicy. Już na maratonie stwierdziłam, że to idiotyczne. Ale jak obiecałam, to co miałam robić? Musiałam ubrać spódnicę i po pewnym czasie włożyłam, taką krótką plisowaną. Tak przeszłam do samej mety. Znajoma cyknęła mi fotkę, jedną, drugą. Pokazałam to zdjęcie żonie i mówię, że lubię chodzić w sukienkach. To mi powiedziała, że mam sobie chodzić w sukience do pracy i że w ogóle ona zaraz powie o tym dzieciom, mamie, wszystkim. Po jakimś czasie, gdy się uspokoiła, poprosiłam, by ze mną o tym rozmawiała. Ale ona nie chce.

Na co właściwie liczysz? Że żona zaakceptuje Patrycję?
Liczę na ustalenie zasad. Że będę wiedziała, że w domu tak się mogę ubrać i tak umalować. Albo będę wiedziała, że w domu Patrycja nie wchodzi w grę.

Nie boisz się rozwodu?
Boję, nie chcę być sama.

Masz dzieci?
Mam. Jeden jest dorosły, dwóch nie. Starszy zobaczył mnie kiedyś, gdy byłam Patrycją. Ale nie ma na ten temat rozmów. Najpierw chcę z żoną ustalić wszystko, co się da. Młodsi są niepełnoletni i tu się mocno zastanawiam, jak im powiedzieć.

W pracy wiedzą o Patrycji?
Kilka osób wie, choć jeszcze mnie w takiej postaci nie widziało.

Zamierzasz się ujawnić?
Zamierzam.

Jak to będzie wyglądać?
To jest dobre pytanie, jeszcze nie mam pojęcia.

****

Ale Patrycja ma też inny sekret. I to taki, który naprawdę wolałaby utrzymać w tajemnicy. Szczególnie przed rodziną. Jest uległa, daje się dominować kobietom. Patrycja jest też Sissy Maid, jest szczególną służącą. - Samo sprzątanie mnie nie podnieca, trudno się podniecać, jak się zasuwa – śmieje się. - Służę u pewnej pary, tam nie ma seksu, ani BDSM. Po prostu sprzątam łazienkę, mieszkanie robię Pani pedicure z masażami. Natomiast przyjemne jest dla mnie bycie na rozkaz kobiety.

****

Podniecają cię mężczyźni, czy kobiety?
Kobiety, choć niedawno na imprezie fetyszowej podszedł do mnie mężczyzna, poprosił do tańca i śmiałam się, że w pysk nie dostał.

Bycie Sissy Maid Cię podnieca?
To jest poza seksualnością.

Czyli podnieca cię to psychicznie?
Tak.

****

Kobieta ma problem, problem się załatwia, to ona rządzi
Jakbyście jeszcze się nie domyślali, w takich sesjach nie zawsze więc chodzi o seks. - W kobiecej dominacji przyjmuje się, że nie ma seksu w klasycznym pojęciu. Facet oczywiście może doznać wytrysku, ale nie w kontakcie z narządami kobiety. Czasem kobieta zrobi to ręką, ale wiele Domin nie uznaje nawet tego – mówi Patrycja i opowiada mi, bagatela, o 40 minutowej elektrostymulacji jąder, jakiej doświadczyła (na taki zlepek słów mimowolnie się uśmiecham, trudno - „winny, Wysoki Sądzie!").
- Doświadczyłam orgazmu bez wytrysku. Tak, jest to możliwe. Nie mogłam się długo po czymś takim pozbierać.

Robi się mocno kinky, ale Patrycja przechodzi do innego wątku. - Zaczynam się zastanawiać, czy ja nie jestem jedną z nielicznych, których służba i sprzątanie po prostu podnieca psychicznie. Kiedyś para, u której służę, prawie zrezygnowała z poszukiwań służących. Bo przychodzili tacy, co niby chcieli posprzątać, ale sprowadzało się do tego, że on chciał taką miotełką trzy minuty posymulować, a potem oczekiwał, by „Państwo się nim zajęli”, czyli by kobieta go zdominowała.
Patrycja uczestniczy jednak w sesjach, które oprócz sprzątania zawierają w sobie całkiem pokaźne dawki BDSM. Czasem Patrycja, w roli uległej pokojówki musi nosić łańcuchy na kostkach, jest wiązana, sprząta w kagańcu, niekiedy przychodzi jej służyć w miejscach publicznych.
U komercyjnych domin, jak mówi mi Patrycja, takie „przyjemności” potrafią kosztować sporo ponad tysiąc złotych za dobę.

Umówmy się, dla wielu ludzi takie zachowanie może jawić się jako nie do końca normalne. Kiedy zwracam jej na to uwagę, kwituje: - Nie mam z tym problemu. Jeżeli kobieta mi każe coś zrobić, to po prostu to robię. Nie traktuję tego, jako upokorzenia, to po prostu moja natura. Nie potrafię inaczej. Kobieta ma problem, problem się załatwia, to ona rządzi.
***

Czy jest jakieś polecenie kobiety, któremu powiedziałabyś „nie”?
Dobre pytanie. Ale ja chyba nie mam granic. Piss – już mam za sobą, scat - byłoby ciężko, ale może wykonałabym.... To z tych rzeczy bardziej „obrzydliwych”. No dobrze, gdyby powiedziała: „Tam leży sekator, obetnij sobie palec”, to bym nie obcięła. Ale powiem Ci, że widzę, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Potrzebuję coraz więcej. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że BDSM to jest wspólna zabawa obu stron, gdzie zaufanie ma ogromne znaczenie. Na przykład, jeśli jestem chłostana – to wiem, że kobieta zbliży się do mojej granicy wytrzymałości, może nieco razem ze mną ją przekroczy, obserwując moje reakcje – ale nie zrobi tego dużo za mocno, nie spowoduje trwałych uszkodzeń, nie „zakatuje” mnie. Choć oczywiście nasilenie takiej chłosty to dla każdego indywidualna sprawa, każdy tu ma swoją wytrzymałość. Zawsze można powiedzieć „nie, to już za dużo, wystarczy”. Ale istotną rzeczą jest właśnie zbliżanie się do granic a nawet ich stopniowe przesuwanie. Pojawia się czasem opinia, że osoba uległa nie ma nic do powiedzenia w relacji BDSM – według mnie to może doprowadzić wręcz do dużego nieszczęścia, nie tylko fizycznego.
Myślisz nad zmianą płci?
Czasem myślę nad zrobieniem sobie biustu, ale ciągle jednak się waham. To jest już poważna decyzja. Jeszcze chyba nie mam chęci być Patrycją non stop.

W domu też sprzątasz?
(Śmiech). Nie, wtedy mam już tego dosyć.
Trwa ładowanie komentarzy...